Kto wynalazł growth hacking?

Kto wynalazł growth hacking?

Gdzie kończy się marketing, a zaczyna growth hacking? Sean Ellis w 2010 roku opisał growth hakera jako osobę, która szuka szybkiego, mierzalnego wzrostu, a nie klasycznych kampanii marketingowych. To podejście opiera się na eksperymentach, danych i szybkim sprawdzaniu kanałów wzrostu. Chodzi o więcej użytkowników, rejestracji albo przychodu. Bez tego łatwo pomylić metodę z hasłem.[1]

Jak Sean Ellis zdefiniował growth hackera w 2010 roku

W 2010 roku Sean Ellis użył terminu growth hacker, żeby opisać osobę odpowiedzialną za wzrost, a nie kolejny kanał promocji. Liczył się test, nie dekoracja. Zamiast szerokich komunikatów wchodziły dane i technologia. Chronologię samego terminu omawiamy szerzej w osobnym materiale o pochodzeniu growth hackingu.[1]

Kiedy pojawił się termin growth hacker

W 2010 roku Sean Ellis użył terminu growth hacker wobec człowieka, nie wobec narzędzia. Rola była konkretna: wzrost, który da się policzyć, a nie szerokie działania wizerunkowe.[1]

  • Rok 2010 oddziela genezę pojęcia od późniejszych opowieści o „szybkich trikach”.[1]
  • Nazwę przypisano Seanowi Ellisowi, więc od początku chodziło o rolę, nie o modny slogan.[1]
  • Growth hacking to metoda pracy oparta na eksperymentach i danych, a nie jeden typ reklamy.

Rola Seana Ellisa w rozwoju idei

Sean Ellis nie zamknął growth hackera w jednym stanowisku. Rozszerzył ideę na sposób działania firmy: test, wynik, decyzja. W praktyce zostają tylko te działania, które realnie zwiększają pozyskiwanie albo utrzymanie klientów.[1]

Growth hacking szybko wyszedł poza klasyczny marketing. Do gry weszły też produkt i technologia, nie tylko promocja. W zespole liczy się też tempo reakcji — czasem jeden słaby test kosztuje tydzień pracy.[1]

Perspektywa Znaczenie dla growth hackingu
Eksperyment jako jednostka pracy Każdy test mówi, co warto skalować dalej
Rola Andrew Chena i Ryana Holidaya Po 2010 roku rozwijali koncepcję; Holiday opisał ją w książce Growth Hacker Marketing.[2]
Praktyczne narzędzia Content marketing, automatyzacja, viralność i programy lojalnościowe pomagają wzrostowi tylko tam, gdzie naprawdę działają

Dropbox i Hotmail jako przełomowe przykłady growth hackingu

Dropbox i Hotmail pokazują jedną prostą rzecz: wzrost można wbudować w produkt. W obu przypadkach działały pętle wirusowe — użytkownik korzystał z usługi i od razu ją dalej niósł. Właśnie dlatego te dwa przypadki stały się punktem odniesienia dla branży, a podobne rozwiązania wdrażały później takie serwisy jak LinkedIn.[3]

Program poleceń Dropbox i wzrost o 3900%

Dropbox osiągnął wzrost o 3900% w ciągu 15 miesięcy dzięki programowi poleceń, który zamieniał zadowolonego użytkownika w kanał pozyskania kolejnych. Każde polecenie uruchamiało następny ruch. Nie chodziło o jednorazową kampanię, tylko o mechanizm wpisany w produkt. Szersze tło tego case’u znajdziesz w osobnym materiale o Dropboxie.[4]

W praktyce ten przykład mówi więcej niż niejedna prezentacja. Dobrze zaprojektowane polecenie potrafi dać większy efekt niż klasyczna promocja, bo skaluje się razem z bazą użytkowników. Reklama gaśnie, gdy kończy się budżet; mechanizm w produkcie zostaje. Dla porównania zobacz porównanie growth hackingu z klasycznym marketingiem.

Hotmail i wiralna stopka e-mailowa

Hotmail zdobył od 20 000 do 1 miliona użytkowników w kilka miesięcy dzięki wiralnej stopce e-mailowej, dodawanej do każdej wysłanej wiadomości. Każdy mail działał jak mała reklama schowana w codziennym użyciu produktu. To był inny ruch niż w Dropboxie — tu wzrost brał się z samego wysyłania wiadomości, nie z osobnej kampanii.[4]

Każda wysłana wiadomość niosła ten dopisek.

Źródła

  1. https://startup-marketing.com/where-are-all-the-growth-hackers/
  2. https://techcrunch.com/2014/03/22/the-real-engines-of-growth-on-the-internet/
  3. https://profilebooks.com/work/growth-hacker-marketing/
  4. https://techcrunch.com/2009/10/18/ps-i-love-you-get-your-free-email-at-hotmail/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *